Po czasach całkowitej niemocy, wróciłam. Dziwny to był miesiąc. Dużo w nim uśmiechów, radości, ale też wkurzenia i łez. Wszystkiego po trochu. Nie umiałam dogadać się z Bogiem. Ja swoje, on swoje. Zero porozumienia. Ciągle się zastanawiam, o co chodzi? Kiedy w końcu zrozumiem w jaki sposób on do mnie mówi? Czego oczekuje i dokąd prowadzi? Z tego co zauważyłam nie tylko ja mam taki problem. Wielu z nas chciało by spełniać wolę Pana, ale nie wiemy czy robimy dobrze, a może podejmujemy jakieś marne decyzje?
Jakiś czas temu pojawił mi się w głowie pomysł, żeby spędzić kilka dni w ciszy. W całkowitym milczeniu, z Pismem Świętym w ręku. Zrodziła się we mnie nadzieja, że może wtedy Bóg w końcu pokazał by mi to, czego ja nie widzę. Mam jakieś dziwne przekonanie, że to nawet nie był mój pomysł, ale Najwyższego. On widzi w jakim biegu, stresie i chaosie żyję, wszystko przysłania mi Jego Oblicze. Chodzę jak we mgle, szukam go, ale nie mogę znaleźć. Może właśnie to jest pomysł, który powinnam zrealizować. Odciąć się od świata i zamknąć się w Boskiej ciszy? Może wtedy przemówi?

