czwartek, 11 sierpnia 2016

Mówię TAK!


Pierwszy raz usłyszałam ten wspaniały utwór 28 maja podczas koncertu "Światła miasta" w Warszawie na Służewiu. Dominikanie obchodzili wtedy swoje święto, czyli 800 lecie Zakonu Kaznodziejskiego. To był niesamowity wieczór. Jak zwykle mnóstwo cudownych ludzi dookoła, Boże krówki, kazanie na 25 gardeł (czyli coś czego nie usłyszycie nigdzie indziej, chyba że zostanie nagrane;)), no i na koniec uwielbienie z "Owcą". Słuchając tego utworu po kilku piosenkach pełnych radości, pogrążyłam się w skupieniu. Pamiętam, że stałam zapatrzona w to co się dzieje na scenie, w migoczące światła, las rąk uniesionych w górze. Przez chwilę miałam wrażenie, że stoję tam jakby sama, całkowicie oddając się uwielbieniu, a tekst tego utworu był jednocześnie moją modlitwą.
Bardzo często podczas naszego codziennego zabiegania zapominamy o tym, żeby zawierzyć wszystko Bogu. On zawsze chce dla nas jak najlepiej, dlatego.... mówię Mu TAK!


Mimo, iż wydaje mi się, że Cię nie słyszę, mimo, że nic nie rozumiem -  mówię TAK!
Tato, zrobię cokolwiek mi powiesz. Tobie ufam i Tobie wierzę! 
Twojemu Słowu, Twoim planom, obietnicom i zamiarom, mówię TAK. 
Działaj w moim życiu, otwieram Ci moje serce.


Włączcie ten utwór, zamknijcie oczy, niech to będzie Wasza modlitwa i powiedzcie Bogu... TAK!


wtorek, 7 czerwca 2016

Szczęście


Dziś będzie o szczęściu. Zainspirowana pewną rozmową postanowiłam podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na ten temat. Spotkałam się ostatnio z takim stwierdzeniem, że żeby być szczęśliwym trzeba: mieć kasę, fajnego chłopaka/dziewczynę, dobrą pracę, świetnych przyjaciół i cudowne relacje z rodziną. Jeśli tego nie masz, możesz śmiało stwierdzić, że jesteś nieszczęśliwy. BZDURA.

poniedziałek, 30 maja 2016

W milczeniu


Po czasach całkowitej niemocy, wróciłam. Dziwny to był miesiąc. Dużo w nim uśmiechów, radości, ale też wkurzenia i łez. Wszystkiego po trochu.  Nie umiałam dogadać się z Bogiem. Ja swoje, on swoje. Zero porozumienia. Ciągle się zastanawiam, o co chodzi? Kiedy w końcu zrozumiem w jaki sposób on do mnie mówi? Czego oczekuje i dokąd prowadzi? Z tego co zauważyłam nie tylko ja mam taki problem. Wielu z nas chciało by spełniać wolę Pana, ale nie wiemy czy robimy dobrze, a może podejmujemy jakieś marne decyzje?
Jakiś czas temu pojawił mi się w głowie pomysł, żeby spędzić kilka dni w ciszy. W całkowitym milczeniu, z Pismem Świętym w ręku. Zrodziła się we mnie nadzieja, że może wtedy Bóg w końcu pokazał by mi to, czego ja nie widzę. Mam jakieś dziwne przekonanie, że to nawet nie był mój pomysł, ale Najwyższego. On widzi w jakim biegu, stresie i chaosie żyję, wszystko przysłania mi Jego Oblicze. Chodzę jak we mgle, szukam go, ale nie mogę znaleźć. Może właśnie to jest pomysł, który powinnam zrealizować. Odciąć się od świata i zamknąć się w Boskiej ciszy? Może wtedy przemówi? 

niedziela, 1 maja 2016

Muzyczna modlitwa 2


Dzisiaj prezentuję Wam kolejną porcję świetnej muzyki, której ostatnio słucham dość często. Wprawia mnie w niesamowicie dobry nastrój. Podejrzewam, że i tak pewnie wszystkie/większość znacie, ale może ktoś z Was jest też taki zapominalski jak ja i po prostu  czasem potrzebuje przypomnienia. Miłego słuchania! :)

czwartek, 28 kwietnia 2016

Kilka słów o pewnej spowiedzi


Za każdym razem spowiedź wywołuje u mnie lekki stres. Sakrament pokuty to w końcu spotkanie z samym Bogiem, który poprzez kapłana udziela nam rozgrzeszenia. Jednak często patrzę na to w taki sposób, że w konfesjonale siedzi osoba, której nie znam, a której będę mówiła o swoich słabościach. Wiadomo, że nie jest to łatwe i stąd prawdopodobnie ten stres. Tak sobie myślę, że to chyba dobrze, że trochę się denerwuję przed każdą spowiedzią. To raczej znak tego, iż traktuję ją bardzo poważnie, a nie jest to po prostu działanie z automatu. 

niedziela, 17 kwietnia 2016

Mały kryzys


Każdy czasem ma gorszy dzień. Nie chodzi tu tylko o problemy czy kłopoty na które natykamy się w życiu, ale również o kwestię naszej wiary. Co zrobić jeśli taki słabszy dzień przerodzi się w cały tydzień? Miesiąc? Jak się z tym uporać? Jest tylko jeden sposób. Modlitwa

środa, 13 kwietnia 2016

Nie oceniaj


Wiecie co? Wstyd mi się przyznać, ale znowu to zrobiłam. Znowu oceniłam kogoś bezmyślnie. Wolałabym o tym nie pisać, bo czuję się bardzo głupio z tego powodu, no i kto by w ogóle chciał opisywać rzeczy, które pokazują nas z tej złej strony? Pomyślałam jednak, że podzielę się tym z Wami. Dobrze by było, gdyby ten kolejny mój wpis niósł jakąś lekcję, nie tylko dla mnie. 

piątek, 8 kwietnia 2016

Aniele Boży, stróżu mój!


Wczoraj wieczorem, trochę już zmęczona dniem, zasiadłam do komputera i zaczęłam przeglądać internet. Trafiłam (na pewno nie bez przyczyny) na TEGO bloga oraz na TEN wpis o Aniołach Stróżach. Przeczytałam go jednym tchem. Autorka bloga pisze kim są ci nasi opiekunowie oraz opowiada o doświadczeniach ze swoim. Po chwili sama zaczęłam się zastanawiać w których momentach mojego życia mój Anioł Stróż mógł mi pomóc. Już od długiego czasu towarzyszy mi taka myśl, że ktoś musiał nade mną ciągle czuwać, bo to co działo się w moim życiu kiedyś, mogło doprowadzić do przeróżnych tragedii, a jednak jestem teraz tu, odmieniona, szczęśliwsza i kocham Boga. Próbowałam cofnąć się w czasie i chociaż trochę przypomnieć sobie różne sytuacje, które były nie za ciekawe, a z których wyszłam cało. I wiecie co? Od razu w mojej głowie pojawił się pewien obraz. Bywało tak, że zapominałam o Bogu, nie modliłam się do Niego. Jednak zawsze i to nawet kilka razy dziennie powtarzałam modlitwę do Anioła Stróża. Zdębiałam. Mój Anioł Stóż widział moje łzy, mój strach i moje słabości. On mnie rozumiał i ciągle próbował mi pomóc. Naprowadzał i ukierunkowywał mnie na dobre wybory. Czuję, że to on wstawił się za mną u Boga i razem wyciągnęli mnie z mojej nędzy, a teraz pomagają mi rozwijać się duchowo. Chcę popracować nad naszą relacją i częściej się do niego zwracać, tyle że tym razem świadomiej. Zastanawiam się czy będę w stanie mu za to wszystko co robi podziękować... Szkoda, że jeszcze nie znam jego imienia, jednak czuję, że pewnie niedługo się to zmieni. 

Jak to dobrze, że czuwasz nade mną mój Aniele Stróżu! 


poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Chociaż na chwilę


Lubię marzyć. Wróć... uwielbiam marzyć. Czasami wyobrażam sobie, że jestem nad morzem i akurat wtedy słońce chyli się ku zachodowi. Tylko tam czuję taką beztroskę i spokój. Otulona jestem ciepłym swetrem, siedzę na piasku i wpatruję się w niebo. Z oddali słyszę wrzaski mew, które ciągle zataczają okręgi nad wodą. Jestem sama, no prawie sama, jest jeszcze On, siedzi tuż obok. Próbuję sklecić w myśli modlitwy uwielbienia i dziękczynienia. Szum morza niezwykle uspokaja, więc łatwo jest mi się skupić. Nikt nie zawraca głowy, mam czas tylko dla nas. Wiatr ciągle mierzwi mi włosy, ale nie przejmuję się tym. Po paru minutach zakładam słuchawki, zamykam oczy i zasłuchuję się w muzyce. Jestem w najcudowniejszym miejscu na ziemi. Nie muszę martwić się o nic, bo mam już wszystko. A potem... pojawia się to dziwne uczucie, które tak dobrze znam. Nieodwracalne i niepokojące. Czas na powrót do codzienności i problemów... 

czwartek, 31 marca 2016

Poświątecznie


Pod koniec Wielkiego Postu stanowczo oznajmiłam, że tegoroczne święta Wielkanocne przeżyję spokojnie, bezstresowo i w skupieniu, by móc dostrzec, co tak naprawdę jest najistotniejszego w tych tak ważnych dniach . Teraz pytanie, czy mi się to udało? A gdzie tam!


niedziela, 20 marca 2016

Taki tydzień

Miniony tydzień z całą pewnością mogę zaliczyć do udanych. Muszę przyznać, że przyniósł mi wiele radości i poczucia jakiejś takiej trwałej zmiany we mnie. Oczywiście nie codziennie było tak kolorowo i cudownie, były momenty mniejszego lub większego załamania, ale to normalna kolej rzeczy. Jednak kiedy wspominam te minione dni, to od razu pojawiła się we mnie myśl, że nie pamiętam kiedy ostatnio czułam się tak szczęśliwa i kiedy tak z radością patrzyłam na ten świat. Niespodziewane rozmowy, bolące nogi od długich spacerów, piękne widoki, zapomniana muzyka, mnóstwo wrażeń. Jak może wiecie z poprzednich wpisów, mam problem z poczuciem własnej wartości, był taki czas, że ciągle myślałam o sobie źle. Teraz wiem, że robiłam tym przykrość Bogu i kiedy tylko zdałam sobie z tego sprawę, staram się z tym walczyć. Podobno najlepszą drogą do akceptacji samego siebie jest dziękowanie Bogu za wszystko co mamy. Mam wrażenie, że w tym tygodniu wyszło mi to, w całej mojej nieświadomości, genialnie. Nie wiem, jak kiedyś mogłam żyć bez podziwiania Jego dzieł, bez radości, uśmiechów i żartów. Bez zachwycania się ludźmi, przyrodą, życiem. Mam takie przekonanie, że Bóg w tym tygodniu, jakoś tak bardziej niż zwykle, chciał mi pokazać, że jeśli będę słuchała Jego głosu, żyła Jego naukami, to mogę mieć udany każdy tydzień. Wszyscy wiemy, że On chce dla nas jak najlepiej. Bądźmy z Nim jak najbliżej, zaufajmy mu. On nas przecież tak bardzo kocha.
Powoli zbliżamy się do końca Wielkiego Postu, a co za tym idzie, rozliczania się z naszych postanowień. Tak sobie pomyślałam, że może w wielu rzeczach zawaliłam, z czego nie jestem dumna, ale właśnie ten tydzień uświadomił mi, że mimo wszystko jakiś mały sukces na swoim koncie mam :)


"Chwalić Cię będę, Panie, całym sercem moim,
opowiem wszystkie cudowne Twe dzieła.
Cieszyć się będę i radować Tobą,
psalm będę śpiewać na cześć Twego imienia, o Najwyższy."
(Psalm 9, 2-3)

środa, 16 marca 2016

Psalmy ulubione- część 1

Czytanie psalmów to ostatnio moja wieczorna tradycja. Czasami też biorę do ręki Pismo Święte, gdy coś mnie trapi, martwi, kiedy o coś proszę lub kiedy dziękuję. Otwieram wtedy Księgę Psalmów i czytam. Dlatego dzisiaj podzielę się z wami moimi ulubionymi cytatami Psalmowymi.

Kiedy chcę dziękować...
"Pan moją mocą i tarczą!
Moje serce Jemu zaufało,
doznałem pomocy, więc moje serce się cieszy
i pieśnią moją Go sławię (Psalm 28,7)


Kiedy bardzo się boję...

"Pan światłem i zbawieniem moim:
kogóż mam się lękać?
Pan obroną mojego życia:
przed kim mam się trwożyć?" (Psalm 27,1)

Kiedy proszę o wybaczenie...
"Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości,
w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość!
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy
i oczyść mnie z grzechu mojego!" (Psalm, 51, 3-4)

Po spowiedzi...
"Szczęśliwy ten, komu została odpuszczona nieprawość,
którego grzech został puszczony w niepamięć.
Szczęśliwy człowiek, 
któremu Pan nie poczytuje winy,
w którego duszy nie kryje się podstęp." (Psalm, 32, 1-2)

Kiedy chcę wielbić...
"Śpiewajcie Panu pieśń nową,
albowiem cuda uczynił.
Zwycięstwo zgotowała Mu Jego prawica
i święte ramię Jego." (Psalm 98, 1)

W chwili zwątpienia...
"Ja zaś pokładam ufność w Tobie, Panie,
mówię: Ty jesteś moim Bogiem.
W Twoim ręku są moje losy: wyrwij mnie
z ręki mych wrogów i prześladowców!" (Psalm 31, 15-16)

Kiedy tęsknię... 
"Jak łania pragnie
wody ze strumieni,
tak dusza moja pragnie
Ciebie, Boże!" (Psalm 42, 2)

Kiedy o coś proszę...
"Usłysz głos mego błagania,
gdy wołam do Ciebie,
gdy wznoszę ręce
do świętego przybytku Twego." (Psalm 28, 2)



sobota, 12 marca 2016

Sposób na modlitwę


Zawsze miałam problem z czytaniem Pisma Świętego. Wydawało mi się, że czytam, ale nic nie rozumiem. Niby zdawałam sobie sprawę o co chodziło w danym fragmencie, bo przecież znam treści przekazywane nam przez Pismo, ale czytając nie potrafiłam wyciągnąć ze Słowa czegoś dla siebie. Czułam, że to jest bez sensu, że może to nie jest dla mnie. Zdecydowanie bardziej preferowałam "zwykłą" modlitwę. Wiecie, brałam modlitewnik do ręki i przynajmniej wiedziałam jak mam się modlić. Łatwiej mi było nawiązywać kontakt z Bogiem w ten sposób. Jednak w ostatnim czasie wszystko się zmieniło. Coraz częściej obcuję z Pismem Świętym. A zaczęło się od Psalmów i Plastra miodu. Każdego wieczoru siadałam z Biblią na kolanach i wsłuchiwałam się w to co mówi o. Szustak. To chyba on nauczył mnie jak odkrywać Słowo, jak je interpretować i brać dla siebie to co jest ważne (a może po prostu Duch Święty postanowił mi dać tę umiejętność ;)) Kiedy wysłuchałam już wszystkich dostępnych psalmowych nagrań nie czekałam, aż pojawią się nowe. Po prostu sama próbowałam je odczytywać. W ten sposób narodziła się we mnie chęć ciągłego poznawania Boga poprzez Słowo. "Zwykła" modlitwa zaczęła być dla mnie coraz trudniejsza. Nie mogłam się skupić, bo w trakcie myśli uciekały gdzieś daleko. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak jest, przecież zawsze było dobrze, lubiłam taką formę modlitwy. Nie potrafiłam jednak odpowiedzieć na to pytanie i zostałam ze stwierdzeniem, że po prostu mam dużo na głowie i nie umiem uspokoić myśli. 
Wczoraj na nauce rekolekcyjnej w mojej parafii usłyszałam, że coraz trudniej jest nam się modlić. Ksiądz dodał, że to przez to, że ta nasza modlitwa jest jakby oklepana, ciągle powtarzamy te same słowa, które znamy już od wielu lat. Nie poznajemy Boga, nie chcemy dowiadywać się czegoś więcej o Nim. Słuchając tych słów rekolekcjonisty zaczęło do mnie docierać, że rzeczywiście u mnie tak właśnie jest. Kiedy analizuję teksty z Pisma Świętego to jestem w pełni skupiona i zaangażowana w to poznawanie, ale kiedy "klepię" pacierz już po raz milionowy to tak jakbym robiła to mechanicznie. Obiecałam sobie, że nauka rekolekcyjna nie pójdzie w las i że wymyślę sposób jak to zmienić. Dzisiaj po odmówieniu modlitwy "Anioł Pański" postanowiłam sięgnąć do Pisma i przeczytać jeszcze fragment o zwiastowaniu, chwilę się zatrzymać i skierować swe myśli ku Maryi, która dowiedziała się, że urodzi Jezusa. W ten sposób odświeżyłam tak dobrze znaną mi modlitwę :) Dobrze jest czasem urozmaicić ten czas spędzany z Bogiem. Pamiętajmy jednak, że dla Niego najważniejsze jest i tak to, że chcemy znaleźć chwilę właśnie po to by z Nim pobyć.

Jeszcze dodam, że musicie koniecznie przesłuchać utworu, który jest poniżej. Towarzyszył mi dziś podczas pisania tego posta :)

wtorek, 8 marca 2016

Dzień kobiet


Wszystkie kobiety mają dzisiaj swoje święto. Dostają prezenty, kwiaty i słodycze. Pewnie czują się piękne i kochane. Uśmiechy i podziękowania wypełniają każdą chwilę. 
Zdaję sobie sprawę, że jest wiele kobiet, które być może dzisiaj nie usłyszą żadnego miłego słowa od mężczyzn. Może dzisiaj bardziej czują się samotne i niedocenione? Może czują się brzydkie, zmęczone i niezrozumiane. Wszędzie trąbią o tym święcie, co jeszcze bardziej wkurza lub dołuje. Nawet jeśli tak jest, to nie poddawajmy się tym złym myślom. Tym bardziej uśmiechajmy się, złóżmy życzenia naszym mamom, babciom, siostrom, przyjaciółkom, koleżankom, wszystkim kobietom, które znamy lub spotkamy dziś na swojej drodze (bo kto powiedział, że tego dnia życzenia mają składać nam tylko mężczyźni?) Niech uśmiech pojawi się na ich twarzach, niech ten dzień będzie dobry. Bądźmy, my kobiety dla siebie miłe i przyjazne (zawsze! a nie tylko 8 marca). Zróbmy sobie taki babski dzień/wieczór z bliskimi :)
Życzę Wam Drogie kobietki, abyście zawsze były uśmiechnięte, zadowolone z życia i umiały każdego dnia dostrzegać Boże działanie i Jego obecność. A jeśli czujesz, że jesteś beznadziejna, niekochana i niechciana, to pomyśl o swoim Tacie. On cię kocha, widzi w tobie dobro i wszystko co najlepsze. Stworzył cię jako kogoś wyjątkowego, jedynego w swoim rodzaju. Dzisiaj jest idealny dzień, aby pokochać siebie troszkę bardziej. Ja dodam od siebie, że ciągle się tego uczę :)

niedziela, 28 lutego 2016

Zmiany


Niedługo czekają mnie wielkie życiowe zmiany. Mam wrażenie, że robię coś totalnie w ciemno, ale niby plan działania jakiś jest. Rodzina wspiera, przyjaciele dodają otuchy, a ja ciągle zastanawiam się co z tego wszystkiego wyjdzie.  Czasami mam wrażenie, że nic mnie nie złamie, że będzie dobrze, nie może być inaczej. Uwielbiam ten stan. Innym razem wydaje mi się, że to wszystko jest bez sensu. Boję się, nie mogę jeść, myślę o mojej porażce. Co z tym zrobić? Nie mogę całego życia przeżyć w strachu. Muszę działać. Jak zebrać się w sobie i pokonać złego, który ciągle powraca i mówi, że jesteś skazana na porażkę? Wszyscy wiemy, że jest tylko jeden sposób, ale dlaczego o nim zapominamy? Dlaczego pozwalamy wejść złemu z impetem w nasze słabości? On rujnuje nas, doprowadza do beznadziei. Zwróćmy się do Boga, on nas kocha, chce dla nas dobrze. Poprośmy Go, żeby nas chronił, wskazywał drogę i po prostu żeby był z nami w naszych słabościach. On słucha. Zawsze słucha i zawsze jest. Tylko nie zawsze my chcemy to dostrzec. 


Pan światłem i zbawieniem moim: kogóż mam się lękać? (Ps 27,1)

wtorek, 23 lutego 2016

Muzyczna modlitwa


Dziś przedstawię wam moje ulubione utwory, które ostatnio słucham na zmianę. Muzyka zawsze była dla mnie bardzo ważna. Ta cicha, sprawiała, że mogłam się zrelaksować, odpocząć po ciężkim dniu oraz skierować myśli ku Niemu. Nie będę się więcej rozpisywać, bo dzisiaj chodzi o słuchanie, a nie o pisanie, ale polecam wam również przesłuchać inne utwory wykonawców wymienionych poniżej, gdyż nie sposób wypisać tu wszystkiego :)



Magdalena Frączek - Estera

Michał Rassek - Uwielbiam Twoje imię

Mietek Szcześniak - Bądź blisko

Owca - Bramy podnieście szczyty

niedziela, 21 lutego 2016

Dzień Pełen Łaski

Kiedy Fundacja Malak ogłosiła, że 6 lutego w Warszawie odbędzie się Dzień Pełen Łaski od razu wiedziałam, że muszę tam być. Słyszałam co nieco o Weekendach Pełnych Łaski, ale nigdy nie brałam w nich udziału, dlatego kiedy okazało się, że jest okazja do spędzenia takiego dnia w stolicy, wiedziałam, że nie może mnie tam zabraknąć. Zadowolona czekałam już tylko na zapisy. 
Moja podróż tego dnia zaczęła się wcześnie, bo do przejechania miałam ponad 100 km. Jadąc byłam całkowicie spokojna, co wydawało mi się raczej dziwne. Muszę wam się przyznać, że z natury jestem strasznym nerwusem i każda wyprawa, każde nowe doświadczenie wywołuje we mnie duży stres. Tym razem było inaczej mimo, iż większość czasu w pociągu spędziłam na myśleniu jak przebiegnie tamten dzień.  Kiedy dotarłam na miejsce, okazało się, że jest jeszcze bardzo wcześnie, dlatego zakupiłam herbatę i zjadłam śniadanie. O godzinie 10 zaczęła się rejestracja uczestników i każdy dostał swoją opaskę na rękę. Potem zasiedliśmy na swoich miejscach, a po parunastu minutach zaczęła się konferencja o. Adama Szustaka, która minęła mi bardzo szybko, nawet za szybko, ale jego akurat mogła bym słuchać godzinami. 
Nadszedł czas na modlitwę uwielbienia, czyli coś z czym nigdy nie miałam wcześniej do czynienia. Jestem raczej z tych ludzi, którzy wolą modlić się w ciszy i spokoju, a tańczenie i śpiewanie chyba jednak nie było dla mnie. Mimo wszystko powiedziałam, że spróbuję otworzyć się na tę formę modlitwy. Kiedy "Owca" zaczęła grać, ludzie rozkołysali na różne strony, a ja zaczęłam się stresować. Obawiałam się, że nie będę potrafiła się przełamać i że ciągle będę czuła się nieswojo. Z racji tego, że zespół grał świetnie, a ja kocham muzykę, nie dało się stać sztywno przez cały czas. Ojciec Adam co chwilę przypominał, żebyśmy się nie wstydzili i zrobili prawdziwy karnawał. Z biegiem czasu wszyscy coraz bardziej zaczęli się rozkręcać, wyciągali ręce ku górze, klaskali. Ja też poczułam wielką chęć oddania się całkowicie tej modlitwie. Coś we mnie pękło, nie mogłam śpiewać, bo miałam zaciśnięte gardło, a łzy cisnęły mi się do oczu. Tyle emocji, radości i miłości, że w końcu i ja kołysałam się z podniesionymi rękami wielbiąc Boga śpiewem. Pokonywanie swoich barier zawsze wiąże się z niesamowitym szczęściem. Tak było i w moim przypadku. Czułam, że jestem w najfajniejszym miejscu na świecie, co prawda z ludźmi których kompletnie nie znam, ale to właśnie dzięki nim mam takie pozytywne wrażenia z tego dnia. 
Po Eucharystii i kolejnym uwielbieniu, Dzień Pełen Łaski dobiegł końca. Czułam, że nie chcę stamtąd iść, że chcę jeszcze śpiewać, wielbić, tańczyć. Do domu z pewnością wróciłam z głową pełną wrażeń. Jednak kiedy usiadłam na kanapie, żeby ochłonąć po cały dniu, poczułam, że tęsknię. Tęsknię za ludźmi, za tym dniem, ale przede wszystkim za Nim. W tym wypadku mogłam zrobić tylko jedno - pomodlić się i podziękować za Dzień Pełen Łaski. Tak naprawdę nie da się tego wszystkiego opisać słowami, trzeba tam być i to przeżyć. Muszę przyznać, że modlitwa uwielbienia stała się jedną z moich ulubionych form modlitwy i mam nadzieję, że będzie jak najwięcej takich Dni/Weekendów/Wieczorów Pełnych Łaski.  Ja już czekam na następny :)
Wczoraj obejrzałam transmisję z Łagiewnik w której również po Mszy Św. odbyło się uwielbienie. Ciałem nie mogłam tam być, ale z pewnością byłam sercem. "Owca" spisała się na medal, a po zakończonej transmisji znowu ogarnęło mnie to samo uczucie tęsknoty...

piątek, 19 lutego 2016

Nazwa bloga

Nie nadajesz się do niczego, jesteś beznadziejna, nic nie osiągniesz - takimi zwrotami karmiłam się większość mojego życia. Kiedy ktoś wypowiadał jakieś miłe słowa czy komplementy skierowane w moją stronę od razu w myśli mówiłam: "taaaa, jasne!". Nie potrafiłam uwierzyć w siebie i w swoje możliwości. Porównywałam swoje życie z życiem innych ludzi. Ciągle myślałam, że oni są fajniejsi, ciekawsi, mają wszystko lepsze. Czułam się gorsza od innych, nie warta niczego ani nikogo. Zniszczyłam przez to większość relacji jakie miałam z ludźmi. Usuwałam się na bok, bo po co komuś ktoś taki jak ja? Nikt nie potrafił mi pomóc. Stałam w miejscu zadręczając się, że miałam tyle marzeń i planów, a nic mi się nie udało zrealizować. Naprawdę próbowałam na wszystkie sposoby uwolnić się od tego wyniszczającego myślenia, ale nic nie skutkowało. Miałam wrażenie, że zły dobrze wiedział gdzie uderzyć i mimo, że czasami było lepiej to w końcu znowu poddawałam się jego podszeptom. Jednak muszę przyznać, że od kilku miesięcy bardzo mocno odczuwam obecność Boga w swoim życiu. Wcześniej miałam wrażenie, że totalnie mnie olewa, a czasem wręcz wątpiłam, że jest. Dopiero teraz czuję jakąś większą zmianę. Chyba miał już dość patrzenia na to jak ciągle sobie "dowalam" i w końcu musiał zareagować. W ostatnim czasie w dużej mierze pozbyłam się tych strasznych myśli, które sprawiały, że nie potrafiłam pokochać siebie. Czuję się szczęśliwsza mimo, iż nadal nie jest tak "idealnie", ale wiem, że jestem na dobrej drodze. Stało się tak za sprawą pewnej konferencji, którą usłyszałam, a która bardzo zmieniła moje myślenie. Zdałam sobie sprawę, że nie jestem jakimś tam przypadkiem. Skoro On mnie stworzył to jestem jedyna w swoim rodzaju. Kiedy to sobie uświadomiłam, nie potrafię już myśleć źle o sobie, bo to tak jakbym Go obrażała i nie wierzyła w Jego dobroć. Bóg chciał żebym była właśnie taka jaką mnie stworzył. Powinnam zaakceptować siebie. Nazwa bloga ma mi o tym przypominać. Jestem stworzona przez Boga, więc jestem wyjątkowa. Kiedy jednak pojawia się gorszy dzień (zły nie daje za wygraną) modlę się, ponieważ wiem, że on zawsze słucha. 

czwartek, 18 lutego 2016

Rekolekcje internetowe

Wiem, że Wielki Post zaczął się już ponad tydzień temu, ale chciałam wam podesłać jeszcze moje ulubione kanały na których prowadzone są rekolekcje Wielkopostne. Myślę, że warto znaleźć chwilę w codziennym zabieganiu, żeby zastanowić się nad treścią, jaką autorzy rekolekcji chcą nam przekazać.

o. Adam Szustak OP z kanału langusta na palmie i jego rekolekcje pt. "Jednym słowem". 


Langusty zapewne nikomu nie trzeba przedstawiać. o. Adam już od dawna ewangelizuje internet i wiele osób już go zna z poprzednich cykli rekolekcji i rozważań Słowa. 

o. Marek Krzyżkowski CSSR prowadzi rekolekcje z Basią Turek pt. "Władcy miecza". Tak sam pisze o nich na swoim facebook'owym wydarzeniu: "Codziennie chcemy brać do rąk miecz Słowa Bożego i pokazywać wam, jak nim uderzać, by dokonała się w nas Pascha." 


Polecam również kanał Wydawnictwa WAM. Tam znajdziecie rozważania Słowa Bożego i Drogi Krzyżowej prowadzone przez biskupa Grzegorza Rysia, o. Grzegorza Kramera SJ i ks. Jana Kaczkowskiego.


Jest jeszcze jeden kanał na YouTube, który bardzo lubię i należy do o. Grzegorza Kramera SJ. Co prawda nie prowadzi on typowych rekolekcji, ale za to filmy pojawiają się codziennie i oprócz komentarza do Słowa, poruszane są także te kwestie, które pomogą nam lepiej przeżyć czas Wielkiego Postu.




środa, 17 lutego 2016

Początki są trudne


Macie tak czasem, że czyjeś słowa mocno zapadają wam w pamięć, dręczą was, że w końcu musicie coś z tym zrobić? Ja niedawno tak miałam po obejrzeniu filmu jaki wstawił kilka dni temu na swoim youtubowym kanale Grzegorz Kramer SJ (klik). Jak sam mówi, jeśli masz jakiś pomysł, plan czy pragnienie to go zrealizuj, nie mów ciągle "chciałbym", tylko po prostu to zrób. 
Nie jestem w stanie przypomnieć sobie jak długo nosiłam w sobie myśl, żeby stworzyć bloga. Od niedawna jednak czułam ciągłą potrzebę przelewania swoich myśli, pisania o życiu z Bogiem, o radościach, smutkach, przemyśleniach. Odkładałam jednak ten pomysł na bok wmawiając sobie i z góry zakładając, że się do tego nie nadaję. Jednak słowa o. Grzegorza bardzo zapadły mi w pamięć i stwierdziłam, że nie przekonam się jeśli nie spróbuję. 
Kilka miesięcy temu coś się we mnie zmieniło, w moim myśleniu o Bogu, w postępowaniu. Zaczęłam dostrzegać rzeczy, których nigdy nie widziałam, ale przy tym ciągle czułam, że ta zmiana jest czymś najlepszym co mogło mi się przytrafić. Dlatego chcę się z wami podzielić oraz zaprosić was do odkrywania i poznawania Boga na nowo razem ze mną.