Nie nadajesz się do niczego, jesteś beznadziejna, nic nie osiągniesz - takimi zwrotami karmiłam się większość mojego życia. Kiedy ktoś wypowiadał jakieś miłe słowa czy komplementy skierowane w moją stronę od razu w myśli mówiłam: "taaaa, jasne!". Nie potrafiłam uwierzyć w siebie i w swoje możliwości. Porównywałam swoje życie z życiem innych ludzi. Ciągle myślałam, że oni są fajniejsi, ciekawsi, mają wszystko lepsze. Czułam się gorsza od innych, nie warta niczego ani nikogo. Zniszczyłam przez to większość relacji jakie miałam z ludźmi. Usuwałam się na bok, bo po co komuś ktoś taki jak ja? Nikt nie potrafił mi pomóc. Stałam w miejscu zadręczając się, że miałam tyle marzeń i planów, a nic mi się nie udało zrealizować. Naprawdę próbowałam na wszystkie sposoby uwolnić się od tego wyniszczającego myślenia, ale nic nie skutkowało. Miałam wrażenie, że zły dobrze wiedział gdzie uderzyć i mimo, że czasami było lepiej to w końcu znowu poddawałam się jego podszeptom. Jednak muszę przyznać, że od kilku miesięcy bardzo mocno odczuwam obecność Boga w swoim życiu. Wcześniej miałam wrażenie, że totalnie mnie olewa, a czasem wręcz wątpiłam, że jest. Dopiero teraz czuję jakąś większą zmianę. Chyba miał już dość patrzenia na to jak ciągle sobie "dowalam" i w końcu musiał zareagować. W ostatnim czasie w dużej mierze pozbyłam się tych strasznych myśli, które sprawiały, że nie potrafiłam pokochać siebie. Czuję się szczęśliwsza mimo, iż nadal nie jest tak "idealnie", ale wiem, że jestem na dobrej drodze. Stało się tak za sprawą pewnej konferencji, którą usłyszałam, a która bardzo zmieniła moje myślenie. Zdałam sobie sprawę, że nie jestem jakimś tam przypadkiem. Skoro On mnie stworzył to jestem jedyna w swoim rodzaju. Kiedy to sobie uświadomiłam, nie potrafię już myśleć źle o sobie, bo to tak jakbym Go obrażała i nie wierzyła w Jego dobroć. Bóg chciał żebym była właśnie taka jaką mnie stworzył. Powinnam zaakceptować siebie. Nazwa bloga ma mi o tym przypominać. Jestem stworzona przez Boga, więc jestem wyjątkowa. Kiedy jednak pojawia się gorszy dzień (zły nie daje za wygraną) modlę się, ponieważ wiem, że on zawsze słucha.

Skąd znam ten problem. Tez przez dłuższą część życia się zmagalem z niskim poczuciem swojej wartości, nie miałem znajomych i nawet rodzina mi nie pomagała... teraz sam lgnę do ludzi, mam całą masę znajomych i spore grono bliskich przyjaciół :) A wszystko za sprawą Boga.. sam bym nie zdołał wyjść z tego więzienia samopotepienia i samokrytycyzmu. Dzisiaj wiem co chce robić w życiu i pomimo poplatanego życia, optymizm zdaje się zagościł u mnie na dłużej :)
OdpowiedzUsuńp.s. Cieszę się że u Ciebie również nastąpiła taka zmiana :D
Dziękuję, że to napisałeś :) To cudowne jak Bóg w nas działa :)
OdpowiedzUsuńBóg sam w sobie jestl super, mega i wgl niesamowity :D
OdpowiedzUsuńCo do twojego bloga, nie trafiłbym tutaj gdyby nie polajkowane,, przypuszczam że, przez Ciebie, moje zdjęcia na Instagramie :)
Super, że tu trafiłeś :) Liczę, że będziesz tu czasem zaglądał :) Pozdrawiam :)
Usuń