poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Chociaż na chwilę


Lubię marzyć. Wróć... uwielbiam marzyć. Czasami wyobrażam sobie, że jestem nad morzem i akurat wtedy słońce chyli się ku zachodowi. Tylko tam czuję taką beztroskę i spokój. Otulona jestem ciepłym swetrem, siedzę na piasku i wpatruję się w niebo. Z oddali słyszę wrzaski mew, które ciągle zataczają okręgi nad wodą. Jestem sama, no prawie sama, jest jeszcze On, siedzi tuż obok. Próbuję sklecić w myśli modlitwy uwielbienia i dziękczynienia. Szum morza niezwykle uspokaja, więc łatwo jest mi się skupić. Nikt nie zawraca głowy, mam czas tylko dla nas. Wiatr ciągle mierzwi mi włosy, ale nie przejmuję się tym. Po paru minutach zakładam słuchawki, zamykam oczy i zasłuchuję się w muzyce. Jestem w najcudowniejszym miejscu na ziemi. Nie muszę martwić się o nic, bo mam już wszystko. A potem... pojawia się to dziwne uczucie, które tak dobrze znam. Nieodwracalne i niepokojące. Czas na powrót do codzienności i problemów... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz