Dziś będzie o szczęściu. Zainspirowana pewną rozmową postanowiłam podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na ten temat. Spotkałam się ostatnio z takim stwierdzeniem, że żeby być szczęśliwym trzeba: mieć kasę, fajnego chłopaka/dziewczynę, dobrą pracę, świetnych przyjaciół i cudowne relacje z rodziną. Jeśli tego nie masz, możesz śmiało stwierdzić, że jesteś nieszczęśliwy. BZDURA.
Na swoim przykładzie pokażę Wam, że to chyba tak nie działa. Patrząc wstecz, widzę siebie bardzo nieszczęśliwą. Mimo posiadania pracy, faceta, kasy, przyjaciół, znajomych i dobrych relacji z rodziną. Nic z wymienionych przed chwilą rzeczy nie dawało mi pełnego szczęścia. Chodziłam z dziurą w sercu, którą chciałam tym wszystkim zapełnić, ale bez skutku. Dziś już wiem dlaczego.
Od kiedy Bóg jest w moim życiu wszystko się zmieniło. On wszystko naprawił. Nie ma już pustki w sercu, jest radość i szczęście jakiego jeszcze w swoim życiu nie czułam. Nie ma też pracy, faceta, kasy, dobrych relacji z przyjaciółmi i rodziną. Generalnie nie wygląda to za wesoło i powinnam pewnie płakać w poduszkę użalając się nad sobą, bo przecież idąc wyżej wymienionym schematem powinnam być nieszczęśliwa, ale nie jestem, bo mam Jego, największe szczęście. On przychodząc do mnie zabrał co mógł, tak jakby chciał, żebym teraz ułożyła wszystko od nowa, ale z Nim. Tak też chcę zrobić i właściwie już robię. Powoli naprawiam swoje relacje z bliskimi i ogarniam swoje życie, ale nie chcę robić niczego sama, potrzebuję obecności Boga. Nareszcie czuję, że coś się układa, mimo, iż może tak nie wygląda. Chodzę zadowolona, z uśmiechem od ucha do ucha i nie martwię się, bo On jest ze mną. Tu przypominają mi się słowa Psalmu 27: "Pan światłem i zbawieniem moim: kogóż mam się lękać? Pan obroną mojego życia: przed kim mam się trwożyć?."
Nie zrozumcie mnie źle, nie mówię, że posiadanie tych wszystkich rzeczy to coś złego i nie może dawać szczęścia, chodzi tu o to, że jeśli nie ma Boga w naszym życiu to ta dziura w sercu będzie wiecznie niezapełniona. Za każdym razem będzie pochłaniała więcej i więcej dopóki nie uświadomimy sobie, że jest tylko jeden, który może ją wypełnić.

Tak 🐼 zgadzam się z Tobą, zawsze czegoś brakowało. Teraz zrozumialam czego. Mimo, że nie jest dobrze, jest wspaniale!
OdpowiedzUsuńTak jest! Najpierw Pan Bóg, potem reszta! Niby takie oczywiste, a często o tym zapominamy. Dobrze, że Ty to widzisz. A reszta? Z Tatą i Mamą na pewno ułoży się całość tak, jak to potrzebne według Boskich zamiarów.
OdpowiedzUsuńPraca, kasa, facet, no same doczesności! A tymczasem, Mt 6,31-34 ;)
OdpowiedzUsuń"On przychodząc do mnie zabrał co mógł, tak jakby chciał, żebym teraz ułożyła wszystko od nowa, ale z Nim. Tak też chcę zrobić i właściwie już robię. Powoli naprawiam swoje relacje z bliskimi i ogarniam swoje życie, ale nie chcę robić niczego sama, potrzebuję obecności Boga." - dokładnie tych słów potrzebowałam usłyszeć, dziękuję.
OdpowiedzUsuń