Każdy czasem ma gorszy dzień. Nie chodzi tu tylko o problemy czy kłopoty na które natykamy się w życiu, ale również o kwestię naszej wiary. Co zrobić jeśli taki słabszy dzień przerodzi się w cały tydzień? Miesiąc? Jak się z tym uporać? Jest tylko jeden sposób. Modlitwa.
Muszę przyznać, że ten mój ostatni tydzień wcale nie był łatwy. Chodziłam jakaś taka zamyślona i miałam wrażenie, że się oddalam. Oddalam od Niego. Nie wiedziałam dlaczego i co takiego się stało, ale jakoś wyprowadziło mnie to z równowagi. Byłam również poddenerwowana i jedyne czego chciałam, to dowiedzieć się co jest grane. Wczoraj jednak przyszła odpowiedź. Prosto z Pisma Świętego. Modliłam się rano prosząc o to, aby Bóg w końcu pomógł mi zrozumieć co się dzieje. Z racji tego, że trzymałam Pismo na kolanach to pomyślałam, żeby otworzyć po prostu na losowo wybranym fragmencie (standardowa zagrywka). Moim oczom ukazał się nagłówek "Jezus kroczy po jeziorze". Najpierw pomyślałam, że ten urywek Pisma ma się nijak do tego z czym się akurat zmagam, ale po chwili przypomniała mi się świetna konferencja o. Szustaka w której właśnie omawiał ten fragment Ewangelii, a która zrobiła na mnie piorunujące wrażenie (jeśli macie ochotę przesłuchać całości to kieruję was tu, kliknijcie w zakładkę "Ewangelia dla nienormalnych", wtorkowa konferencja). Stwierdziłam, że muszę przesłuchać jej jeszcze raz. O. Adam mówi w niej, że jeżeli zdecydujemy się dążyć do spotkania z Panem Jezusem to bardzo często będziemy wyprowadzani w miejsca gdzie Go nie ma, gdzie wieje wiatr i jest ciemno, gdzie jest beznadziejnie. Zostaniemy z własnymi słabościami. Będziemy płynąć łodzią, ale tak naprawdę nie będziemy wiedzieli dokąd. Będzie nam się wydawało, że to w co wierzymy jest jakieś nierealne i ulotne jak zjawa. Łatwo jest wierzyć kiedy się o tej wierze nie myśli i kiedy robimy coś z przyzwyczajenia. Dużo trudniej jest się w nią zagłębiać i dążyć do spotkania z Jezusem.
Po raz kolejny przekonałam się, że droga poznania Boga czasem może być trudna i dla nas niezrozumiała, ale zawsze ma sens. W końcu Jezus i tak przychodzi do przestraszonych uczniów i mówi: "Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!"(Mt 14,27).

Uwielbiam czytać to, co piszesz. Czasami jak bym czytała o sobie. Od tej pory będę zaglądać tutaj regularnie :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! Zapraszam serdecznie :)
UsuńMiód na serce czytać to, co piszesz <3 Cieszę się, że miałam swój mały udział w powstaniu tej notki :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci Kochana jeszcze raz za pomoc w szukaniu tej konferencji! :) Okazało się, że posiadam również książkę o. Adama o takim samym tytule :D
Usuń