Wiecie co? Wstyd mi się przyznać, ale znowu to zrobiłam. Znowu oceniłam kogoś bezmyślnie. Wolałabym o tym nie pisać, bo czuję się bardzo głupio z tego powodu, no i kto by w ogóle chciał opisywać rzeczy, które pokazują nas z tej złej strony? Pomyślałam jednak, że podzielę się tym z Wami. Dobrze by było, gdyby ten kolejny mój wpis niósł jakąś lekcję, nie tylko dla mnie.
A było to w niedzielę. Wstałam wcześnie rano, gdyż miałam bardzo napięty plan dnia, a nie chciałam, żeby msza święta mnie ominęła, nawet jeśli jestem na wyjeździe. Jeszcze zaspana weszłam prawie w ostatniej chwili do kościoła i zasiadłam obok starszej pani. Kątem oka widziałam, że trzyma w ręku gazetę wydawaną przez tamtejszą parafię. Msza się zaczęła, lektorzy odczytali czytania, a ona dalej wpatrywała się w tą gazetkę co jakiś czas przekręcając stronę. Oczywiście w mojej głowie już w tamtej minucie zaczęły pojawiać się różne myśli. Czy ta kobieta nie mogła by poczytać po powrocie do domu? Musi to robić podczas mszy? A może przyszła tylko pokazać, że jest w kościele? Ewidentnie tego ranka towarzyszyła mi jakąś nerwowość, prawdopodobnie spowodowana niewyspaniem, a jak wszyscy dobrze wiemy, złemu łatwiej panoszyć się właśnie podczas takich sytuacji. Ksiądz zaczął odczytywać Ewangelię, a ona dalej trzymała tą gazetkę przed oczami. Kiedy skończył, dojrzałam (dalej kątem oka), że na tej ulotce wypisane było m.in. Słowo na niedzielę. Ta pani wpatrywała się w tą gazetkę tylko dlatego, że chciała śledzić wzrokiem tekst, który słyszała z ust lektorów i księdza właśnie po to, aby dobrze zrozumieć liturgię słowa. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak parszywie się wtedy poczułam. Kolejny raz wydałam osąd na kimś, kogo nie znam i nie mając do tego żadnych podstaw. Może ta akurat sytuacja to tylko błaha sprawa (a może i nie), ale jest dobrym powodem do tego, aby zastanowić się ile razy zdarza nam się oceniać kogoś, wydawać opinie o kimś lub o sprawach, o których nie mamy pojęcia, a są dużo bardziej zawiłe i skomplikowane? Oczywiście wydaje nam się, że wiemy lepiej, a tak naprawdę nie wiemy nic. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że tylko Bóg jest sędzią, tylko On zna nasze serca. Nie do nas należy osądzanie bliźniego. Myślę, że ta sytuacja wyryła się w mojej pamięci na dobre i mam nadzieję, że za każdym razem, kiedy będę chciała kogoś ocenić to przypomnę sobie ten własnie moment.

Świetnie opisujesz coś, co zdarza się u mnie jakieś dwadzieścia razy dziennie :(
OdpowiedzUsuńProstymi słowami dajesz wiele do myślenia.
A ja zawsze boję się spojrzeń ludzi w kościele, kiedy przed mszą siedzę z telefonem, bo chcę przeczytać czytania zanim je usłyszę... :)
OdpowiedzUsuń